Witajcie
Jako posiadaczka tłustych powiek, na których każdy cień po godzinie blednie, roluje się i zbiera w załamaniu powieki, uważam, że baza pod cienie jest kosmetykiem niezbędnym.
Przez długi czas używałam bazy Virtual, z której byłam naprawdę zadowolona, aż do momentu kiedy zmieniła się jej konsystencja i moim zdaniem niestety też właściwości. W poszukiwaniu odpowiedniej dla siebie bazy trafiłam na Primer od Gosh'a, o ktorym wspominać nie warto, bazę Artdeco oraz jej wersję bezzapachową, o których możecie przeczytać tutaj oraz tytułowy Urban Decay Primer Potion w kolorze Eden. Czy stał się on moim ulubionym kosmetykiem przedłużającym trwałość cieni? Dowiecie się tego w dalszej części posta.
Posiadam tzw. wersję travel size (3.7 ml). Opakowanie, minaturowa buteleczka wykonana jest z twardego plastiku. Baza posiada wygodny, miękki aplikator dzięki czemu aplikacja bazy jest łatwa i przyjemna. Niestety taki rodzaj opakowania ma swoje wady, na pewno nie zużyję kosmetyku do końca, nie uda mi się wydostać ze środka tego, co osadzi się na ściankach.